
Animatorki kulinarnej pamięci
Dzięki kołom gospodyń wiejskich nasze polskie dziedzictwo kulinarne przekazywane od pokoleń tętni życiem współczesnego sioła. Za ich sprawą zakurzone zeszyty z przepisami stają się doskonałym narzędziem odkrywania lokalnych produktów.
Zainteresowanie szkoleniami pt. „Dziedzictwo kulinarne regionu w praktyce KGW”, które odbyły się w drugiej połowie kwietnia w Powiatowych Zespołach Doradztwa Rolniczego w Marszewie i Sielinku przeszło najśmielsze oczekiwania organizatorów: Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi oraz Wielkopolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Poznaniu. Wśród prelegentów wybitni znawcy tematu, etnografowie i przedstawiciele Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego: dr inż. Dominik Orłowski oraz Paweł Ochman.
Poznaj region, poznaj przepis
Wydawałoby się „oczywista, prosta potrawa”, a jednak potrafi zaskoczyć. Nazwą, unikalnym trikiem kulinarnym, sposobem podania, czy historią powstania. Jak choćby zwyczajowe kluski szare, serwowane od pokoleń na chłopskich i mieszczańskich stołach mają niezliczoną liczbę nazw w zależności od sposobu przygotowania, regionalnej gwary, zwyczajów i okoliczności w jakich są podawane. I tak mogą być nazywane: przecierakami (od przecierania surowych ziemniaków), kluskami żelaznymi lub stalowymi (od sinawego koloru), skubankami (ze względu na sposób nakładania ciasta - skubanie palcami), kulachami lub kulankami, siwuchami, tartusami, nagusami, „kluskami z pokrywki” lub „kluskami spod cyca” (ze względu na sposób przygotowania), albo po prostu szare kluchy.
To dlatego, że już nie tylko regiony, województwa i krainy geograficzne mają własne przepisy na popularne dania, ale także konkretne wsie z użyciem lokalnych produktów. Dlatego między innymi powstała Lista Produktów Tradycyjnych, na które koła gospodyń wiejskich mogą zgłaszać swoje dziedzictwo i dziedzictwo regionu. Warto właściwie nazwać przepis, np. „Żurek z Nowej Wsi”, udokumentować jego historyczną przynależność do regionu, korzystając ze starych zeszytów z przepisami, zapisków w kronikach, prasie lokalnej, książkach kulinarnych lub literaturze (przynajmniej 25 lat), wypełnić prosty wniosek i złożyć go do Urzędu Marszałkowskiego w swoim województwie (Departament Rolnictwa lub odpowiedni wydział ds. jakości żywności).
W tym zakresie mamy, jako region sporo do zrobienia. W naszym województwie zgłoszono na Listę Produktów Lokalnych zaledwie 100 propozycji. Województwa podkarpackie (260 pozycji), lubelskie (289 pozycji), czy małopolskie (231 pozycji) zdecydowanie przodują w zestawieniu.
W wielkopolskim katalogu znalazły się między innymi takie hity jak: Wielkopolski ser smażony, Andruty kaliskie, Miodówka witosławska, Piwo noteckie, Wielkopolska wieprzowina złotnicka, ale również Marynata z korbola, Parzybroda, Pyrczok, czy Poznańskie rury.
Na szkoleniu uczestnicy nie tylko uczyli się wyszukiwać i identyfikować tradycyjne produkty swojego regionu (produkt rolny, środek spożywczy, napój spirytusowy), ale również przygotować produkt, przepis do zgłoszenia go na krajową Listę Produktów Tradycyjnych. Była to niezwykła okazja do wymiany swoich doświadczeń pomiędzy kołami z całej Wielkopolski i jednocześnie powód do dumy ze swojej odrębności i oryginalności w przygotowywaniu lokalnych smaków.
Koło prezentuje się i wygląda
Targi rolnicze, dożynki, kiermasze, festyny, a nawet okolicznościowe wydarzenia. Każda impreza nie może być udana, jeżeli nie ma na niej stoiska lokalnego koła gospodyń wiejskich. Zabiegają o to wójtowie, sołtysi i organizatorzy. To właśnie stoiska kół przyciągają rzesze odwiedzających amatorów lokalnej kuchni, turystów ciekawych regionalnego folkloru. To dlatego na paniach i panach z KGW ciąży niezwykła odpowiedzialność w promowaniu małych ojczyzn. Najpierw, aby się samemu zaprezentować godnie w swoich oryginalnych i pięknych strojach z charakterystycznym wzornictwem dla danego regionu, a następnie przedstawić swoją twórczość kulinarną z lokalnych produktów, zdrowych świeżych, „własnych” według sprawdzonych przepisów, które niejednokrotnie prezentowane są na wymagających konkursach kulinarnych. Wtedy nie tylko znaczenie ma smak, ale również sposób podania – czyli prezentacja.
I to była druga część szkolenia, podczas której członkinie kół uczyły się promować i sprzedawać własne produkty. Bo to bardzo ważna korzyść z prowadzonej działalności według prowadzących – koło ma prawo i powinno zarabiać pieniądze, aby się rozwijać. Na początek przeanalizowano dziesiątki strojów KGW z najważniejszych wydarzeń mających miejsce na wielkopolskiej wsi, szukając recepty na ten właściwy strój, który zapadnie w pamięć i będzie oddawał ducha i historię regionu. Można było się o tym przekonać na własnych strojach, w których stawiły się KGW na szkolenie.
Następnie odbyły się warsztaty z prezentowania w sprzedaży własnych wyrobów. Podkreślano ich lokalny charakter, informacje, które powinny towarzyszyć produktom i główne założenia marketingu. Uczestnicy szkolenia mogli również nauczyć się przygotować swoje potrawy do konkursów. Poznali przy tym kryteria, którymi kierują się oceniający dania członkowie komisji, na co zwracają uwagę i których rzeczy absolutnie nie można robić, aby potrawa miała w ogóle szansę powalczyć o podium.
Dziedzictwo kulturowe i kulinarne to fundament tożsamości kół gospodyń wiejskich, dlatego tego typu szkolenia okazują się niezwykle cenne i pouczające.
Tekst i zdjęcia: Maciej Zimnicki, korekta Edyta Browarska, Sekcja Promocji i Wydawnictw WODR