24 lipca 2020

Historia pewnej „Latającej Fortecy”

Opracowanie: Zbigniew Bręklewicz • Zamieszczenie: Agnieszka Kosiak
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę Powiększ czcionkę
  • PDF
  • Wydrukuj
  • Email
  • Galeria

Na polu w miejscowości Czajki na pograniczu gmin Witkowo i Niechanowo w powiecie gnieźnieńskim stoi niezwykły pomnik, przypominający zdarzenie z czasów II wojny światowej. Rzecz się działa 19 marca 1945 roku. Wtedy to amerykański bombowiec dalekiego zasięgu Boeing typu B-17 G, „Latająca Forteca”, wystartował z lotniska Deopham Green we wschodniej części Wielkiej Brytanii wraz z dziesięcioosobową załogą. Celem załogi wchodzącej w skład 8. Armii Lotniczej Sił Powietrznych Armii Stanów Zjednoczonych (USAAF) było niszczenie obiektów na terenie Niemiec – tym razem bombardowanie Zwickau w Saksonii. Po wykonaniu zadania – samolot został przez Niemców uszkodzony, zdołał jednak przelecieć przez linię frontu i zakończyć swój lot w Polsce, na terenie zajętym już od dwóch miesięcy przez Sowietów. I właśnie tutaj, w Czajkach awaryjnie wylądował wspomniany B-17 G, którego załoga nazwała „Try’n Get it”, co oznacza „Spróbuj go dorwać”. Jeden z naocznych świadków zdarzenia zdołał zapamiętać namalowaną kobietę w stroju kąpielowym pod kabiną pilotów. Podczas misji bojowej nad niemieckie miasto Zwickau samolot został ostrzelany i uszkodzony przez niemiecki myśliwce. Wywiązała się walka powietrzna, na szczęście z 10-osobowej załogi nikt nie został poważnie raniony. Załoga chcąc uniknąć trafienia do niemieckiej niewoli – pomimo złego stanu technicznego maszyny oraz ze względu na bliskość frontu wschodniego - podjęła ryzyko dalszego lotu. Pod koniec lotu działał już tylko jeden z czterech silników samolotu. Pomimo tak trudnej sytuacji, lotnikom udało się szczęśliwie wylądować i opuścić wrak o własnych siłach. W krótkim czasie, wieść o tym zdarzeniu odbiła się szerokim echem i na miejsce lądowania dotarli okoliczni mieszkańcy przede wszystkim z Czajek, a wkrótce sowieccy żołnierze, którzy zabrali lotników amerykańskich do swojej bazy na lotnisku polowym w pobliskim Mierzewie. Amerykanie jeszcze przez tydzień gościli w mierzewskim pałacu Brzeskich, a potem zostali przewiezieni do Łodzi, a następnie samolotami rosyjskimi odtransportowani do Połtawy i bezpiecznie przekazani Amerykanom. Wersja ta, została potwierdzona w 2007 r. dzięki relacjom radiooperatora Rayana Sundeta i Kena Knoxa – syna Warrena Knoxa, który jako „pierwszy” pilot B-17 był uczestnikiem tego zdarzenia. Wrak samolotu został szybko „zagospodarowany” przez okolicznych mieszkańców, bowiem – jak się okazało – czerwonoarmiejcy go nie zabrali, ograniczyli się tylko do wymontowania ostatniego sprawnego silnika i zniszczenia broni pokładowej. Fragmenty poszycia kadłuba zostały wykorzystane m.in. do wzmocnienia ścian pobliskiego wiatraka. Warto dodać, że resztki „Latającej Fortecy” można obejrzeć w witkowskiej izbie pamięci.

Warto zapewne przy tej okazji dodać, że historia lotniska wojskowego w Mierzewie, gmina Niechanowo zlokalizowanego w odległości niespełna 3 km od Czajek - jest generalnie słabo znana, a jest to historia która ze wszech miar powinna ujrzeć światło dzienne. Tutaj przecież stacjonowała 34 Eskadra Rozpoznawcza wchodząca w skład Armii Poznań, która wsławiła się w wojnie obronnej 1939 roku. To z tego lotniska startowały niemieckie myśliwce Focke Fulw 190, które zbombardowały szpicę przednią Armii Czerwonej w Żelazkowie na terenie gminy Niechanowo, co znacząco spowolniło marsz Rosjan na Gniezno, to tutaj wreszcie jeszcze w styczniu 1945 roku stacjonowało kilkanaście samolotów Luftwaffe z samolotem transportowym typu ME 323 „Gigant” – ale to już inna historia.

Czytany 134 razy Ostatnio zmieniany 24 lipca 2020